Browsed by
Tag: wyspa

Na Nokonoshimę zawsze fajnie się wraca!

Na Nokonoshimę zawsze fajnie się wraca!

Nokonoshima to zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc w Japonii. Leży obok Fukuoki z dala od najczęściej odwiedzanych japońskich miast –  jak Tokio czy Kioto, więc nie jest przepełniona turystami. Z drugiej jednak strony właściciele Ogrodu Botanicznego położonego na szczycie wyspy, starają się uczynić go atrakcyjnym na tyle, żeby ściągnąć lokalnych mieszkańców. I nieźle im to wychodzi, bo ogród jest naprawdę uroczy! Nie będę się o nim za bardzo rozpisywać, bo już kiedyś to robiłam – TU możecie poczytać o naszej pierwszej wizycie na Nokonoshimie, kiedy to można było podziwiać na niej kosmosy. Spodobało nam się wtedy na tyle, że postanowiliśmy pojechać tam jeszcze raz wiosną, kiedy odwiedziła nas siostra Oskara. Na głównym kwiatowym polu rósł wtedy żółciutki rzepak, który robił nieco gorsze wrażenie niż kosmosy, ale i tak był całkiem fajny. Liczyliśmy na to, że uda nam się zobaczyć na wyspie kwitnące wiśnie, ale niestety byliśmy tam o kilka dni za wcześnie. W dzisiejszym filmie możecie zobaczyć naszą trzecią wizytę na Nokonoshimie. Tym razem pojechaliśmy tam z naszymi japońskimi kolegami. To był nasz ostatni wspólny wypad, bo dwa dni później wsiedliśmy do samolotu i wróciliśmy do Polski. Niestety na głównym polu nie rosły żadne kwiaty – skończył się już sezon na letnie słoneczniki, a na jesienne kosmosy jeszcze nie zaczął. Główną atrakcją stały się więc zawody w Noko Noko Ball. Jeśli chcecie dowiedzieć się jak się w to gra i kto wygrał – obejrzyjcie dzisiejszy film. 🙂

Experience Japan #12: Kocia wyspa

Experience Japan #12: Kocia wyspa

Koty grające na keyboardach i jeżdżące po ulicach samochodem. Albo na roombie. Albo siedzące przy stole i jedzące ryby. Jeżeli tak wyobrażacie sobie kocią wyspę to pewnie się zawiedziecie. Jeżeli natomiast spodziewacie się masy bezpańskich kotów, które będą łasić się do nóg i jeść wam z ręki to zdecydowanie powinniście odwiedzić chociaż jedną z licznych japońskich kocich wysp.

Pierwszą kocią wyspą, którą odwiedziliśmy jeszcze w zeszłym roku, była Genkaishima, oddalona o jakieś pół godziny promem od Fukuoki. Niestety, spore trzęsienie ziemi sprzed kilku lat (z epicentrum praktycznie dokładnie pod tą wyspą) połączone z tsunami mocno zdziesiątkowało populację kotów na wyspie. Skończyło się zatem na siedzeniu z 10 zaznajomionymi kotami w porcie. Mieliśmy dzięki temu sporo czasu, aby dokładnie je obfotografować.

Pierwsza wizyta nieco nas rozczarowała, ale postanowiliśmy się nie poddawać i w zeszły weekend wybraliśmy się na jedną z najsłynniejszych kocich wysp w Japonii. Z kieszeniami wypełnionymi Kal Kanem (czyli japońskim Whiskasem) pojechaliśmy na Ainoshimę. Ta wyspa, nazywana „kocim rajem”, oddalona jest od naszego fokarium o 3,5 godziny drogi – autobusem, metrem, drugim metrem, drugim autobusem i promem. Nie mamy jednak wątpliwości, że warto było tę drogę pokonać.

Mimo że na Ainoshimie mieszka podobno 500 osób i ponad 100 kotów, kotów widzieliśmy dużo więcej niż ludzi. Może dlatego, że dla ludzi jedzenie z ręki kociego przysmaku nie było specjalną atrakcją. Trzeba było pewnie spróbować z ciastkami. Turystów też nie było za dużo – oprócz nas na koty polowały z dwie inne pary i jedna Japonka z psem. Nie wiemy, dlaczego ktoś ją tutaj wpuścił.

Po zejściu z promu naturalnym odruchem jest chęć zagłębienia się w wyspę. Co nie do końca jest dobrym pomysłem, bo koty zwykle czają się właśnie w okolicach portu. Popularnym widokiem są zatem rybacy odganiający je od swoich wiader z rybami. Jeżeli koty nie są w porcie, to na pewno kryją się gdzieś w cieniu. Na Ainoshimie nie ma podobno samochodu, pod którym nie leżałby kot.

Nie sposób nie wspomnieć też o tym, że kocia wyspa to nie tylko śmiech i miałczenie, ale też trochę smutku. Mieszkające tu koty rzadko mają opiekunów, wiodą zatem dzikie życie z wszystkimi tego konsekwencjami. Sporo kotów ma widoczne problemy zdrowotne, szczególnie z oczkami. Średni wiek to około 3 do 5 lat, czyli z trzy-cztery razy mniej niż domowe sierściuchy, które mogą koncentrować się na szukaniu pudeł do wskoczenia.

Kocie wyspy powstały podobno po prostu dlatego, że Japończycy bardzo lubią koty. Uważają, że przynoszą one szczęście, a dawniej obserwując ich zachowanie przewidywali pogodę. Rybacy kocich przysmaków mają akurat pod dostatkiem, więc dokarmiając koty stworzyli im bardzo dobre warunki do rozwoju populacji. Ciężko bowiem żeby na wyspie coś kota dopadło. No, chyba że ten pies Japonki.

Na kocich wyspach zwykle ciężko o inne atrakcje niż koty. Rozdaliśmy więc ze trzy paczuszki kociego jedzenia, pogłaskaliśmy z kilkanaście kotów i wróciliśmy do Fukuoki. Mamy nadzieję, że koty zapamiętają nas równie dobrze jak my je.

Kocią wyspę w naszym rankingu wysp umieścilibyśmy gdzieś pomiędzy Wyspą Skarbów a wyspą kuchenną.

Dane: Ainoshima
https://en.wikipedia.org/wiki/Ainoshima_%28Shing%C5%AB%29
Cena:
za darmo! (dojazd ok. 2400 ¥ / 75 zł z centrum Fukuoki)
Ocena fok: (4 / 5)

Foki w kosmosach

Foki w kosmosach

Dzisiaj powrócimy wspomnieniami do wczesnego października, kiedy to wyczytaliśmy w przewodniku, że w Japonii jest to najlepsza pora na podziwianie kosmosów. Po szybkim ustaleniu, czemu kosmosów jest więcej niż jeden i zrozumieniu, po co w celu ich oglądania powinniśmy popłynąć na jakąś wyspę, zdecydowaliśmy się na krótki rejs na Nokonshimę.

Nokonshima jest wyspą,  na której znajduje się ogród botaniczny. Kiedy na wstępie za dwie wejściówki kazano nam zapłacić około 60 zł, trochę się zdziwiliśmy. Zwykle za wejście czy nawet nocleg w parku nie musieliśmy płacić ani grosza. Jednak, kiedy chwilę później naszym oczom ukazał się ogród rodem z Alicji w Krainie Czarów, pokornie uznaliśmy, że nie mamy nic przeciwko temu, że ktoś bierze od nas pieniądze, ale w zamian robi coś naprawdę ładnego.

Ogród ten znacznie różnił się od tych ogrodów botanicznych, które znamy z Polski. Przyzwyczajeni do tego, że na rośliny w ogrodach można patrzeć z daleka , ale w żadnym wypadku nie dotykać, byliśmy mile zaskoczeni tym, jak wiele oferuje Nokonshima Island Park. (Gdyby wiedzieli, że Foka Oskar uprawiał kiedyś kwiaty w szafie, pewnie by pozwolili na dużo mniej). Twórcy wręcz zachęcali nas do zbaczania z wytyczonych ścieżek i zagłębianie się w bogatą roślinność, w różnych ślicznych zaułkach ustawiając ławeczki i wieszając huśtawki, a chodzenie po trawniku, rozkładnie na nim kocyków i piknikowanie było jak najbardziej mile widziane – wiosną zapewne w szczególności na wzgórzu porośniętym drzewami wiśniowymi.

Pomiędzy roślinami znalazł się też element historyczny, czyli alejka pamięci, zbudowana w japońskim stylu, gdzie mogliśmy obejrzeć tak zabytkowe rzeczy jak pompę wodną, czy budkę telefoniczną. Chętni mogli też spróbować tam swoich sił w garncarstwie. W tym wszystkim nie zabrakło również miejsca na boisko do siatkówki, czy frisbee. Nie tylko my byliśmy zdziwieni zaistniałym stanem rzeczy.

Główny punkt , który zachęcił nas do wybrania się na Nokonshimę znajduje się jednak na samym końcu parku.  Po zaliczeniu po drodze wszystkich poprzednich atrakcji docieramy w końcu do ogromnego pola, na którym kwitną sezonowe kwiaty. W październiku są to właśnie kosmosy, lub jak kto woli różowe stokrotki onętki – śliczne kwiaty w różnych odcieniach różu i bieli.  Kosmosy pochodzą z Ameryki, jednak ich urok oraz łatwość uprawy sprawiły, że pokochał je cały świat i można je spotkać na każdym kontynencie. Jak się okazało również w Polsce, ale dla nas było to pierwsze spotkanie z tymi roślinkami, zachwytom, więc nie było końca.
(Tl;dr: na polu były kwiaty.)

Oczywiście żadnej frajdy nie byłoby, gdyby Japończycy po prostu zasiali wielkie pole kwiatów, żeby obserwować je z daleka. Dlatego cały teren poprzecinany jest różnymi ścieżkami i pomiędzy kwiatami można się przechadzać, dotykać je, wąchać (co nie ma sensu, bo nie pachną) i wręcz w nich zniknąć, bo w niektórych miejscach ich wysokość dochodzi do 2 metrów. Negatywnym skutkiem jest potykanie się o dzieci, które mają tam świetną sposobność do zabawy w chowanego. 

Japończycy to jednak zmyślne misie i nie będą cały rok czekali na październikowe kosmosy. Gdy zmienia się temperatura, wymieniają kwiatki i park swoją główna atrakcję – wielkie pole kwiatów – ma przez cały rok.  Dzięki temu wiosną możemy oglądać tam na przykład kwitnący rzepak, a latem słoneczniki. Oczywiście twórcy nie zapominają o wręczeniu wszystkim odwiedzającym kalendarza kwitnienia poszczególnych roślin, aby mieć pewność, że turyści wrócą w odpowiednim momencie.

Jak już dało się zauważyć wcześniej, Nokonshima to jednak nie tylko podziwianie kwiatów. Ogród mieści się na szczycie wyspy (na szczęście da się do niego dojechać autobusem, choć widzieliśmy też wyczynowców z rowerami), dzięki czemu rozlega się z niego niesamowity widok na morze i inne pobliskie wyspy. Nad polem kwiatów była całkiem spora polana, na której wielu Japończyków urządzało sobie pikniki, nie za bardzo przejmując się tym, że co chwila porywał im coś wiatr (jak nie wiadomo o co chodzi, to zbliża się tajfun). My też przesiedzieliśmy tam sporo czasu gapiąc się w morze wody, morze kwiatków i morze chmur i zajadając masę przywiezionego ze sobą jedzenia.

Tak jak we wszystkich miejscach, do których jeździmy, również na Nokonshimie nie mogło zabraknąć tego, co Foki lubią najbardziej – zwierzątek. Spotkaliśmy tu wyjątkowo natarczywe kozy, które liczyły na to, że każdy przechodzący da im coś do jedzenia.

Ich przekonanie nie było bezzasadne, bo obok ich zagrody stały automaty z jedzeniem. Jedno opakowanie koza pożarłaby w minutę, ale przy dobrej dystrybucji udało nam się zdobyć sympatię połowy zagrody.

Były też nie mniej żarłoczne, chociaż nieco bardziej przestraszone i nieśmiałe króliki.

Największym hitem okazała się jednak końcówka wycieczki, kiedy  trafiliśmy na pole do gry w Noko Noko Ball, czyli coś pomiędzy krykietem a golfem. Tak jak w golfie trafia się bowiem do dołków, ale tak jak w krykiecie używa się do tego wielkiego młotka i piłki trochę większej niż golfowa piłeczka.

Na wyspie dołków jest 9, a droga od kolejnych wiedzie pomiędzy uroczymi drzewkami, mostkami i płotkami. Nie zawsze było łatwo. Czasem piłeczkę wystarczyło zepchnąć w dół (choć niektórzy i tak mieli z tym problemy), ale były chwilę, kiedy wbrew zasadom grawitacji kulka musiała się wtaczać. Czasem i sto metrów. Bawiliśmy się świetnie, mimo tego, że mistrzami jeszcze nie jesteśmy (Foka Mela nie jest trochę bardziej niż Foka Oskar).

Rewanż na wiosnę, kiedy zaczną kwitnąć drzewa wiśni. Nie radzimy jednak zabierać na Nokonshimę psa. W Noko Noko Ball nie pozwalają grać zwierzętom i psy na wyspie wyglądają na nieźle znudzone.


Foki radzą:

  • RADA 42
    Wyprowadź się z Ito Campusu. Właśnie znaleziono tu 106 jadowitych pająków
    !!!
  • RADA 43
    Aby zostać sumokiem zawodnikiem sumo jedz codziennie 5 obiadów. Jeżeli chcesz tylko takiego zawodnika zobaczyć, kup bilet na zawody – będzie cię to kosztowało tylko od 2 do 15 dobrych obiadów.
  • RADA 44
    Wyjeżdżając w listopadzie z Kyoto zarezerwuj pokój w hotelu  na następny rok. Podobno wszyscy tak robią.